#6 mój fąfel | targ śniadaniowy – nas troje na żoliborzu:) o jedzeniu, mieszkaniu i top chefie

posted in: blog | 3

I do nas w końcu przyszła wiosna, więc w sobotę uciekliśmy na joli bord na targ śniadaniowy. Po raz pierwszy udało nam zwlec się z łóżka na tyle wcześnie że nie wykupili jeszcze wszystkich rodzajów serów korycińskich;)IMG_8637

Tymek w siódmym niebie, bo dochodzimy już do tego etapu (ba, 13 miesięcy) że pozwalamy mu jeść większość rzeczy, na które trafimy w lodówce. Łamaliśmy się chlebem jak przystało na prawdziwe polskie gospodarstwo domowe, a był to chleb nie byle jaki. Szczerze mówiąc nie wiem czy kiedykolwiek zadowoli mnie już coś innego niż orkiszowy z żurawiną z Przystanku Piekarnia. Serio, lepiej być nie może, nawet zrobiłam dokumentację tego cuda leżącego na równie doskonałych i lubianych od lat serach korycińskich (post sponsorowany jedynie przez mój zadowolony żołądek!).

#-2

A propos jedzenia (popijanego pysznym koktajlem pod tajemniczą nazwą Zielony Goblin) wywiązała się też między nami i znajomymi dyskusja o byciu vege green fit czy po prostu zmiany swoich przyzwyczajeń żywieniowych. Otóż problem z tym mam jeden, a solidny, Bardzo chętnie jadłabym zdrowo i zielono, ale brakuje mi CUKRU. Od kiedy pamiętam (jestem wspominana) pierwsze kroki robiłam do cukiernicy stojącej na stole i wiele się w sumie w tym klimacie nie zmieniło. Może zamiast 7 łyżek cukru daję teraz do herbaty (z grzeczności i nawyku wyuoczonego) dwie. Nie wiem czy ktoś mnie rozumie, wiem że wszyscy lubią słodkie, ale ja bez cukru żyć po prostu nie mogę:) Może jakieś wskazówki? Jak jeść zdrowo, ale słodko (nie opierając się tylko na miodzie)?

#-4Ale do rzeczy! Niewątpliwie atrakcją poranka było wpadnięcie, a raczej przysiądnięcie się (nie wiem czy takie słowo istnieje) do naszego długiego, pokrytego czerwoną ceratą w kratkę stołu TOP CHEFA:) Ok, jak się pewnie dowiecie z przyszłych postów (może namówię go na parę kulinarnych), u nas to Adam gotuje, a ja głównie zjadam więc większa atrakcja była to dla niego i Magdy, ale przyznam że jako że oglądaliśmy i kibicowaliśmy (dużo lepszy poziom i ciekawszy program niż Master Chef IMHO), bardzo miło było nam odkryć że Martin Gimenez Castro jest też przy okazji fajnym człowiekiem:) Niestety na zdjęciu wyszłam jak kulfon więc wrzucam takie tam, zmniejszone.

Kolejna refleksja z tego miłego przedpołudnia: kto sprzedaje dom na żoliborzu? Mimo że Adam lubi chipsy solone, a ja paprykowe to w jednej kwestii się zgadzamy: żoliborz to może być miejsce docelowe. Jeśli gram w totolotka to po to żeby wygrać żoliborz. Nie narzekamy, Bemowo wokół nas jest piękne, zrobiło się ciepło, Fort Bema obrodził w tysiące szkrabów, a ja wczoraj OPALIŁAM SIĘ na balkonie szlifując paletę (o tym może w następnym poście;).  Żoli jednak ma w sobie coś czego nie mogę znaleźć w żadnej innej dzielnicy w Warszawie.IMG_8680

A na koniec coś na uśmiech (na mnie działa:)

#-13Więcej świeżości na instagramie:)

 

shareShare on FacebookPin on PinterestShare on Google+Share on TumblrEmail this to someoneTweet about this on Twitter