Nasz prywatny lake house

posted in: blog, Uncategorized | 5

#-1-29

Oto krasnal. Krasnal nie jest już takim strasznym krasnalem, bo wyrasta nieubłaganie z niemowlęcej rozmiarówki.

Takim oto sposobem zostawiliśmy w starym mieszkaniu nie tylko dwie szafki i rysy na podłodze, ale w kartonach zostały przykrótkie śpiochy, butelki ze smoczkiem, wkładka noworodkowa do krzesła do karmienia i druga drzemka po 17 – uczcijmy to minutą ciszy. Nie piszę tu często, bo Tymek ma ostatnio jedynie dwa stany skupienia: sen i bieg. Moi drodzy tak się bowiem składa, że moje dziecko nie siedzi, biegnie jedynie lub leży – potknięte się, ewentualnie zaśnięte. Podsumowując: w wakacje raczej intensywnie.

Między jednym jak to się sprytnie mówi “projektem”, a drugim, sesją zdjęciową i poprawkową, szpitalem i porankami we troje w jednym łóżku udało nam się jednak wyskubać kilka dni na odcięcie od świata, zapakowani jak na Polaków przystało po dach, dojechaliśmy na osiem kół do naszej oazy spokoju, pachnącego lawendą drewnianego domku nad Niegocinem:)

#-1-32

Absolutnie NIC się nie działo, łaziliśmy, mówiliśmy, jedliśmy pyszne rzeczy, gapiliśmy się na jezioro, zgubiliśmy piłkę w bagnie, śpiewaliśmy, czytaliśmy i zmoczyliśmy pierwsze kalosze. Było idealnie.

#-1-28mamo, co to?

#-1-36

#-1-37

#-1-27
#-1-43wujek mieto, dla przyjaciół: “mata”
#-1-15jaglanka prosto z gara madzi to najlepsza jaglanka:)
#-1-26#-1-11w wakacje można grać na wiadrach i jeść lody rękami nawet jak siedzi obok ciebie jakiś smutas w dziecięcej czapce#-1-42#-1-40nawet się tak bardzo nie kłóciliśmy

#-1-13miłość miłość miłość

I jedno zdanie na koniec, miał być oddzielny post, ale to wszystko łączy ten magiczny domek nad jeziorem. Na zawsze chyba zapamiętam tę drewnianą łódką o dumnej nazwie “Piotruś”, za którą schowałam się na chwilę żeby popatrzeć jak mój syn odkrywa świat.

#-1-22#-1-23#-1-44#-2#-1-19#-1-18#-1-17

Dajmy dzieciom brudzić sobie ręce.

shareShare on FacebookPin on PinterestShare on Google+Share on TumblrEmail this to someoneTweet about this on Twitter